wtorek, 18 listopada 2014

TheBalm: Mary-Lou Manizer - rozświetlacz.

Mary Lou to jedna z kobiet, która zawładnęła blogosferą. Nie, to nie żadna piosenkarka czy aktorka. To kosmetyczne cudo! Mowa oczywiście o słynnym rozświetlaczu firmy The Balm.


Mieści się w zgrabnym pudełku utrzymanym w stylistyce pin up. Przyciąga uwagę szczególnie osób, które uwielbiają opakowania inne niż wszystkie. Wewnątrz znajduję się lusterko, także naszą Mary śmiało możemy zabierać ze sobą, by w razie potrzeby dokonać poprawki. Brak natomiast aplikatora – dla jednych będzie to pewnie plusem, ja z kolei byłabym usatysfakcjonowana gdybym znalazła go w środku.



Jeżeli chodzi o jego konsystencję, to nie trudno zauważyć, że jest drobno zmielony. Gdy przejedziemy palcem po jego powierzchni możemy wyczuć dość kremową fakturę. Bardzo dobrze napigmentowany, dlatego podczas jego nakładania trzeba uważać, żeby nie przesadzić. Nie pyli. Kolor można określić jako szampańskie złoto. Na mojej twarzy trzyma się cały dzień – od porannej aplikacji aż po wieczorny demakijaż. Ale wiadomo – nie u każdego trwałość będzie taka sama. 



Mary Lou możemy stosować nie tylko na kościach policzkowych, ale także w kącikach oczu (naprawdę daje świetny efekt!), na dekolcie, ramionach (wypróbuję latem) lub też na łuku kupidyna.



Mając na uwadze wydajność (8.5g starczy mi chyba do końca życia) i jakość, śmiało mogę stwierdzić, że jest wart swojej ceny. A cena wcale zachęcająca nie jest (około 65zł). Dostępny w sklepach internetowych, np. Minti Shop, Cocolita.



A wy używacie na co dzień rozświetlacza? Posiadacie w swoich zbiorach Mary Lou? :)




piątek, 14 listopada 2014

Tytułem wstępu.

Podobno najgorzej jest coś zacząć. Jest w tym jakieś ziarnko prawdy, bo nad pierwszym zdaniem zastanawiałam się bardzo długo. Tak, teraz będzie mi już znacznie łatwiej. Z racji, że jest to pierwszy post to wskazane jest, żeby się przedstawić, prawda? Mam na imię Magda i strasznie się irytuję gdy ktoś nazywa mnie Magdaleną (rodzice, ze względu na długie nazwisko chcieli mi ułatwić życie i nadali mi krótkie imię, niestety efekt jest odwrotny, bo we wszelkich instytucjach muszę się tłumaczyć ze swojego imienia). Wyglądam na 16 lat, chociaż w rzeczywistości mam 24. Z wykształcenia jestem doradcą zawodowym/personalnym lub ogólniej pedagogiem wciąż szukającym swojej wymarzonej ścieżki zawodowej. Wkrótce mężatka. Ogromną przyjemność sprawia mi pieczenie ciast, a niewiele mniejszą gotowanie.

Co ja właściwie tutaj robię? O czym będę pisać? Całkiem niedawno przeczytałam u jednej z Was post, którego główną myślą było to, że bloga prowadzić może każdy, w taki sposób jaki mu się podoba - zamieszczać zdjęcia robione kalkulatorem/żelazkiem, po raz enty pisać o promocji w Rossmannie itp itd. Zainspirowało mnie to, zmotywowało do stworzenia własnej przestrzeni. I tak oto powstało miejsce 'Nekone bloguje'. Główną treścią będą zapewne recenzje kosmetyków, choć nie wykluczam postów o innej tematyce, bo przecież życie nie ogranicza się tylko do nich. Trzymajcie kciuki! :)


Jakich porad udzieliłybyście początkującej blogerce?


Follow my blog with Bloglovin